Odkrywanie Mauretanii: od legendy Timbuktu do AQIM

wpis w: Afryka | 0

Terytorium Mauretanii przez wieki stanowiło białą plamę na mapie Afryki. Surowy, pustynny klimat z ekstremalnie wysokimi temperaturami, brak dróg oraz fanatycznie islamska ludność sprawiały, że na pierwsze, bardziej szczegółowe informacje o tym, co znajduje się w dzisiejszych granicach Mauretanii trzeba było czekać aż do XIX w. I już od tego momentu, aż do dnia dzisiejszego, kontakty europejsko-mauretańskie są pełne niesamowitych historii, przygód i zwrotów akcji.

4757064
Mapa Afryki z początku XVIII wieku. Białe plamy przeważać na niej będą przez kolejne dwieście lat.

 

Pierwszymi Europejczykami, którzy w XV w dotarli do Mauretanii, byli portugalscy żeglarze. Nie zapuszczali się oni jednak wgłąb kraju. Ich zainteresowanie, podobnie jak przybyłych później żeglarzy holenderskich, francuskich czy angielskich ograniczało się bowiem niemal wyłącznie do handlu. Bebersko-arabskie karawany kupców wychodziły im naprzeciw. Śmiałkowie, którzy próbowali trochę bardziej oddalić się od wybrzeża, przepadali bez wieści. Tak też na prawdziwe odkrycie Mauretanii trzeba było czekać kolejne kilkaset lat, aż do początku XIX w.

Legenda Timbuktu

Timbuktu to miast położone na dzisiejszym terytorium Mali. Założone najprawdopodobniej na przełomie XI i XII wieku, dzięki bardzo dogodnej lokalizacji, uległo szybkiemu wzbogaceniu, tak że w XIV wieku miało 5 razy więcej mieszkańców niż ówczesny Londyn i było najbogatszym miastem na świecie. Legendy o bogactwie Timbuktu dotarły również do Europy, a liczni podróżnicy, poszukiwacze przygód i awanturnicy, postanowili je odnaleźć. Odnaleźć, bo nie było wtedy mapy, która pokazywałaby, gdzie Timbuktu się znajduje, ani też, czy istnieje naprawdę, czy jest tylko mitem powtarzanym przez arabskich kupców docierających do Europy.

Pierwszym Europejczykiem, który w 1826 r. trafił do Timbuktu, był brytyjski oficer Alexander Gordon Laing. W drodze powrotnej został on jednak zamordowany przez swoich przewodników, którzy wzięli go za chrześcijańskiego szpiega. Pierwszym Europejczykiem, który dotarł do Timbuktu i wrócił był francuski podróżnik René-Auguste Caillié.

Caillié wiedział, że wyprawę do Timbuktu może przypłacić życiem. Dlatego opracował plan. W pierwszej kolejności pojechał do Mauretanii, aby tam nauczyć się języka arabskiego w miejscowym dialekcie. Następnie zaś, już w drodze to Timbuktu utrzymywał, że z pochodzenia jest Arabem, urodzonym w Egipcie, ale porwanym i sprzedanym jako niewolnik do Francji, z której uciekł, aby wrócić do swoich braci Arabów. Zadziałało, Caillié dociera do Timbuktu w 1828 r., rozwiewając przy tym mit „miasta ze złota”, stwierdziwszy, że rzekomo złote meczety zbudowane są po prostu z gliny, a ludność żyje równie ubogo, jak w innych miastach Afryki.

Wśród śmiałków, którzy pragnęli poznać tajemnice Timbuktu był również Francuz Camille Douls. W przebraniu mauretańskiego kupca ruszył w głąb Sahary. Mimo, że władał doskonale arabskim, został rozpoznany jako niewierny i miano go ukarać okrutną śmiercią. Został zakopany na pustyni tak, że wystawała jedynie głowa, a jego oprawcy oczekiwali, aż umrze z głodu, pragnienia i gorąca. W tej beznadziejnej sytuacji Douls zaczął połgłosem recytować sutry Koranu. Maurowie zlękli się, że może nastąpiła pomyłka – Muzułmaninowi nie wolno zabijać innego Muzułmanina – wykopali więc go i darowali mu życie.

Za sprawą tych – i jeszcze paru innych osób –  legenda o obecnie malijskim mieście przyczyniła się bezpośrednio do poznania Mauretanii.

Odkrywanie Mauretanii: Pustynia
Krajobraz południowej Mauretanii.

 

Totalna zapaść

Francuzi co najmniej od XVII wieku prężnie rozwijali swoje kolonie w Senegalu. Niepokojeni przez ludność arabsko-beberyjską, zamieszkującą terytorium Mauretanii, dążyli do zwiększenia swoich wpływów również i w tym kraju. Kulminacją tych starań było ustanowienie Mauretanii francuskim protektoratem w 1903 r., a następnie kolonią. W ten sposób Mauretania została wciągnięta w orbitę procesów rządzących współczesnym światem, a obcokrajowcy pojawiający się na jej terytorium coraz częściej byli nie odkrywcami, a lekarzami, inżynierami i innymi sprowadzanymi z zagranicy specjalistami. Rozwój w europejskim stylu był kontynuowany również po odzyskaniu niepodległości przez Mauretanią w 1960 r.

Gdy otworzymy francuski katalog turystyczny sprzed kilkunastu lat, znajdziemy Mauretanię przedstawioną jako jedno z najbardziej polecanych turystom państw. Długie wybrzeże, piaszczyste saharyjskie wydmy, oazy ukryte pośród pustyni, zabytki, oryginalna i wciąż żywa kultura rzeczywiście przyciągały niemałe grupy turystów. Do czasu.

W grudniu 2007 r. czterech francuskich turystów zostało zamordowanych w okolicach Aleg, ok. 250 km od stolicy kraju, przez co odwołany został rajd Paryż – Dakar, wiodący zwyczajowo przez terytorium Mauretanii.  23 lipca 2009 amerykański nauczyciel pracujący w stołecznej szkole został zastrzelony w biały dzień, podczas nieudanej próby porwania. Niespełna dwa tygodnie później doszło do samobójczego ataku bombowego przed ambasadą Francji w Nouakchott. W grudniu tego samego roku trójka hiszpańskich wolontariuszy została porwana z konwoju poruszającego się autostradą do Nawazibu. Kilka dni później porwanych zostaje również dwóch Włochów. Liczne porwania mają też miejsce na terytorium Algierii, Mali, Nigru oraz Burkina Faso. Za większością z nich stał AQIM, czyli lokalny, afrykański odłam Al-Kaidy.

Wydarzenia te sprawiły, że w ciągu dwóch lat ruch turystyczny w Mauretanii zmniejszył się o 95%, a kraj ten zaczęto postrzegać jako wyjątkowo niebezpieczny.

Jak jest dzisiaj?

Po kilku latach poziom bezpieczeństwa w miastach Mauretanii wrócił do normy. Widać też, że władze starają się nie dopuścić do powtórzenia incydentów sprzed kilku lat. Na większości dróg znajdują się wojskowe punkty kontrolne, a informacje o poruszających się tymi drogami obcokrajowcach przekazywane są drogą radiową do kolejnych punktów, gdzie sprawdza się, czy na pewno nikt nie „zaginął” po drodze.

Inaczej wygląda sytuacja w głębi pustyni. Jest takie żeglarskie powiedzenie, że poniżej 40 równoleżnika nie ma prawa, a poniżej 50 – nie ma boga. Można je chyba odnieść również do Sahary. Ludzie żyjący na ogromnych pustych przestrzeniach, w niezwykle surowych warunkach, codziennie walcząc o przetrwanie, mogą być nieobliczalni. Tam też nie ma policji, nie ma wojska, ani kogokolwiek innego, kto mógłby pomóc. W wielu domach w pustynnej osadzie Choum widziałem broń palną. To przed nomadami, dla których napad może być jedynym sposobem na przeżycie.

Mimo tego przez swój cały pobyt w tym kraju ani razu nie czułem zagrożenia fizycznego, często natomiast – kradzieży lub oszustwa. Nie oznacza to, że wszyscy mnie lubili, o nie! To nie jest miejsce, gdzie na białego patrzy się z pobożnym zachwytem, Maurowie są na to zbyt dumni. Część osób nie chciała mi podać ręki, nie zawsze chciano siedzieć ze mną przy jednym stoliku, czasami czułem się też traktowany jako „zło konieczne”.

Kolejne odkrycie

Mimo, że bezpieczeństwo powróciło, nie powrócili turyści. Na mapach wciąż oznaczonych jest wiele hoteli powstałych w czasach boomu turystycznego, które dziś już nie istnieją. Nieistniejące obiekty polecają przewodniki po Mauretanii. W niegdyś popularnym turystycznie Chinguetti kilkanaście pensjonatów i hoteli gości łącznie kilku turystów. Właściciel oberży, w której się zatrzymywałem, powiedział mi, że w najlepszym czasie gościł nawet tysiąc osób w kilku lokalizacjach. Teraz byłem tylko ja.

Tak też Mauretania czeka na ponowne odkrycie. Odkrycie, że nie jest to kraj tak niebezpieczny, jak to przedstawiają europejskie ministerstwa spraw zagranicznych w swoich ostrzeżeniach, że ma dużo do zaoferowania i że z pewnością warto tu przyjechać.

Odkrywanie Mauretanii: Chinguetti
Zasypane piaskiem uliczki Chinguetti.

Zostaw Komentarz