Od Galway do Cork. Południowo-wschodnia Irlandia stopem.

wpis w: Europa | 0

Do Irlandii mam bardzo osobisty stosunek i to nie tylko dlatego, że ta wyspa zawsze tkwiła w mojej głowie jako na wpół mityczna kraina wiecznej wiosny i zawsze szczęśliwych ludzi. To właśnie południowo-wschodnia część Irlandii i położone w tym rejonie pasmo górskie Macgillicuddy’s Reeks było celem mojego pierwszego, w pełni samodzielnego wyjazdu. Wtedy po raz pierwszy udało mi się wygrać z wszystkimi wymówkami: że nie mam z kim jechać, że nie mam czasu, sił, pieniędzy, nikogo tam nie znam i nie wiem, co tam w ogóle można robić. Dziś wyjazd do Irlandii wydaje mi się błahostką, ale wtedy stanowiło to dla mnie wyzwanie. Jak udało mi się mu sprostać – o tym poniżej.

Irlandia stopem: Killarney
Irlandia w lutym wygląda tak, jak Polska w kwietniu.

 

O samym zdobywaniu Carrantuohill, najwyższego szczytu Irlandii, opowiem w oddzielnym wpisie. W tym natomiast chciałbym zachćić Was do odwiedzenia Irlandii, pokazać, że południowo-wschodnia część tego kraju ma do zaoferowania dużo więcej, niż tylko Klify Moheru, a także przekonać, że podróżowanie w pojedynkę, bez drugiej osoby czy grupy osób to nic strasznego i zazwyczaj jest bardzo ciekawym sposobem odkrywania świata.

 

Irlandia stopem; góry
Mimo to, trochę gór jednak przemycę.

 

Pojedynczo ale nie samemu.

Od dłuższego czasu podróżuję w pojedynkę. Celowo unikam słowa „samemu”. Mimo, że nie mam nikogo, kto by towarzyszył mi przez całą drogę, nie czuję abym był sam. Jeśli nie jestem w głębi dżungli, pośrodku pustyni ani na biegunie północnym, czy południowym, niemal zawsze otaczają mnie ludzie. Z większością z nich, jeśli tylko chcę, udaje mi się nawiązać jakąś interakcję. Większość z nich to osoby miłe i pomocne, jeśli tylko o taką pomoc się ich poprosi. Mimo, że wielokrotnie zostałem oszukany w podróży, trafiałem na złych ludzi, to ilość dobra i ciepła i wsparcia, jakie otrzymałem, zdecydowanie góruje nad tym, co było złe.

Rozumiem, że niektórzy czują się samotni nawet w tłumie. Wiem, że nie zawsze jest łatwo odezwać się do kogoś nieznajomego, czasem nie chcemy komuś przeszkadzać, napraszać się, nieraz głupio nam się przyznać, że czegoś nie rozumiemy i potrzebujemy pomocy. Tego typu argumenty, dlaczego się do kogoś nie odezwać, można mnożyć. Kłębią się one w głowie zwłaszcza wtedy, gdy potrzebujemy się z kimś skontaktować. Co jednak, gdyby je w ogóle pominąć? Co, gdyby nie myśleć, nie zastanawiać się, nie analizować? Jeśli mam potrzebę zapytania o coś, „zagadania”, to staram się nie myśleć. Nie odwlekam też tej czynności. Po prostu podchodzę do kogoś, uśmiecham się i zaczynam mówić. Tylko tyle i aż tyle.

Jeśli to nie pomaga, warto mieć na uwadze, że pomaganie innym ludziom sprawia nam przyjemność. Czy nie jest Ci miło, gdy ktoś zapyta Cię o opinię? Albo gdy udzielasz komuś porady albo instrukcji, co zrobić, jak się zachować? Osobie, do której chciałbyś się odezwać, też będzie przyjemnie, gdy ją o coś zapytasz, poprosisz o pomoc. Często ona tylko na to czeka.

 

Irlandia stopem; tabliczka
Często proszę ludzi o podwózkę. Mimo, że mają wiele własnych spraw, zazwyczaj się zgadzają. Spora część z nic jest nawet zadowolona z tego, że mnie podwiozła.

 

Po naukę nie do lasu

Podróżowanie w pojedynkę ma jeszcze jeden pozytywny aspekt: w ten sposób najwięcej się dowiesz, najwięcej doświadczysz, nauczysz się najwięcej. Nikt za Ciebie nic nie zrobi, nikt nie zapyta, nikt nie sprawdzi i przez to nie odbierze Ci płynącej stąd wiedzy i doświadczeń.

Lądując w Dublinie nie wiedziałem kompletnie nic, począwszy od tego, jak dostać się z lotniska do centrum, a miałem przecież dużo dalszą drogę – kilkaset kilometrów na drugi brzeg wyspy. Gdyby ktoś mnie wtedy zaprowadził, sprawdził za mnie, którym autobusem miejskim mam jechać, oprowadził po mieście, a później jeszcze podjął decyzję, jak rozwiązać problem, że jestem w kompletnie innym miejscu, niż chciałem, pewnie nie zapamiętałbym kompletnie nic. Ponieważ jednak wszystko to musiałem zrobić sam, do dzisiaj pamiętam, jak po przejściu kilku kilometrów pieszo, w końcu zdecydowałem się pojechać do centrum autobusem miejskim, spacer po Dublinie, a nawet, że bilet autobusowy do Cork – bo ostatecznie zdecydowałem się jechać do tego miasta, leżącego w okolicach mojego celu podróży – kosztował 17 euro.

 

Irlandia. Mapa.
Trasa, którą pokonałem podczas tego wyjazdu.

 

Bezpieczna przystań dla statków

Cork zrobiło na mnie duże wrażenie zanim jeszcze postawiłem w nim stopę. Miasto jest położone na łagodnych wzgórzach. Wjeżdżając do niego nocą, za szybą można zobaczyć morze żółtych światełek z okien domów, położonych na różnych wysokościach.

Irlandia stopem: Cork
Cork o poranku

Cork jest miastem studenckim. Z tego powodu, znalezienie korzystnego cenowo hostelu nie sprawia problemu. Dużą przyjemnością jest także wizyta w porcie. Krzyk mew, słońce grzejące twarz oraz rześki wiatr wiejący od Morza Celtyckiego to uczucia, które bardzo długo nie dają o sobie zapomnieć.

Killarney. Jak działa autostop w Irlandii?

Od Cork zacząłem jechać stopem w kierunku Killarney, miasteczka, w którym zaczyna się wiele szlaków prowadzących w góry.

Autostop w Irlandii działa ogólnie dobrze. Jest trochę problemów z wyborem najbardziej uczęszczanej drogi w danym kierunku i zdarzyło mi się kilka pomyłek. Mimo tego ani razu nie czekałem dłużej niż pół godziny, a kilka razy zdarzyło się, że ktoś zatrzymywał się i proponował podwiezienie do bardziej uczęszczanej drogi. Jedyne, co może być przeszkadzające, to mocno zmienna pogoda i codzienne, przelotne deszcze.

Irlandczycy są bardzo uprzejmi, nie okazują żadnych uprzedzeń względem Polaków. Nie należy się też obawiać irlandzkiego akcentu. W praktyce nie stanowi on bowiem problemu. Mieszkańcy Irlandii kontaktując się z obcokrajowcami starają się bowiem mówić wyraźnie i używać bardziej uniwersalnego języka. Nie sądzę też, aby współcześnie w Irlandii istniały osoby nie mówiące po angielsku, a jedynie po irlandzku.

W Killarney zatrzymałem się u hosta z couchsurfingu. Trafiłem na niezwykle życzliwą osobę, która oprócz gościny we własnym domu, obwiozła mnie własnym samochodem, pokazując najciekawsze miejsca w okolicy. A jest co zobaczyć. Killarney to miejsce niezwykle spektakularne, obfitujące w góry, jeziora, wodospady, a wszystko to skąpane w soczystej zieleni. Miasteczko jest też dobrą bazą wypadową na półwysep Dingle, wyspy Skellig czy Pętlę Kerry.

 

Irlandia stopem: Killarney
Muckross Lake widziane z ogrodów Muckross House.

 

Wszystko, czego sobie życzysz

Kolejnym plusem samodzielnych podróży jest możliwość zobaczenia wszystkiego tego, czego sobie życzysz. Nie ma potrzeby sugerowania się potrzebami i oczekiwaniami osoby, która z Tobą podróżuje. Ja przykładowo, nie przepadam za dużymi miastami, lubię wioski i małe miasteczka. Architektura i muzea interesują mnie zdecydowanie mniej niż inni ludzie oraz oczywiście – natura. Z tego powodu, zdobywszy najwyższy szczyt Irlandii ruszyłem do Galway, rzucić okiem na ocean i kulturę gaelicką.

 

Irlandia: ocean
Pogoda na wyspach jest mocno zmienna. Stąd też miejscowi często mawiają, że jeśli nie podoba ci się pogoda – poczekaj kilka minut.

 

Ponieważ pogoda nie sprzyjała spacerom po nabrzeżu skupiłem się raczej na tym, co znajduje się w murach miasta. Czy może miasteczka, Galway nie więcej niż 75 tysięcy mieszkańców.

 

Irlandia stopem: Galway pub
Muzyka grana w pubach irlandzkich nie jest najczęściej w żaden sposób nagłaśniana, przez co siedząc daleko można jej wcale nie słyszeć. Ciemne piwo jest za to dużo lepsze niż to, które można dostać w Polsce.

 

Trochę przesadziłem z długością swojej wizyty w Galway, stąd też postanowiłem wrócić do Dublina w ten sam sposób, w który przyjechałem na zachodnie wybrzeże – autobusem. Ostatnią noc w Irlandii spędziłem u znajomego, który, jak się okazało, przeprowadził się do Dublina. Udało mi się odwiedzić też Howth, jedną z bardziej odległych od centrum dzielnic miasta. Choć podróż tam zajmuje trochę dłużej, ani przez chwilę nie żałowałem, że to zrobiłem. Howth to jedno z najpiękniejszych miejsc w Dublinie, spokojny półwysep tworzący jeden z brzegów Zatoki Dublińskiej, otoczony wianuszkiem niewielkich wysp. To miejsce zasługuje, aby być największą atrakcją Dublina i z pewnością nie można go pomijać.

Wciągnąłem się

Wciągnąłem się w podróżowanie w pojedynkę i przestałem się go bać. Zrozumiałem, że większość obaw, związanych z podróżowaniem bez towarzysza wynika, przynajmniej w moim przypadku, z lenistwa. Wielokrotnie wyjeżdżając później w pojedynkę spotykałem w większości dobrych i pomocnych ludzi, dzięki którym w żaden sposób nie odczuwałem samotności. Z żadnej z tych podróży nie wracałem smutny, przygnębiony, zdołowany, ani zamknięty w sobie. Wręcz przeciwnie, czyniły mnie one bardziej otwartym na innych ludzi, bardziej empatycznym i wdzięcznym za drobne pozytywne rzeczy, których wcześniej nawet nie zauważałem. Co więcej, oswojenie podróżowania pojedynczo nie wymagało ode mnie wiele. Wystarczyło po prostu spróbować. I życzę Ci, abyś również miał lub miała kiedyś okazję spróbować. Irlandia jest doskonałym miejscem do tego.

 

Irlandia stopem: Howth
Panorama Zatoki Dublińskiej z Howth

 

 

Zostaw Komentarz