Sahara Zachodnia. Ciąży na nas odpowiedzialność.

wpis w: Afryka | 0

Na całym świecie istnieją tylko dwa obszary, które formalnie nie będąc państwem, są kwalifikowane jako „terytoria o nieustalonym statusie międzynarodowym”. Pierwszym z nich jest głośna sprawa Palestyny, gdzie walka o suwerenność wciąż trwa, a o wydarzeniach z tamtego regionu możemy niemal co dzień usłyszeć w mediach. Znacznie mniej wiadomo o sprawie Sahary Zachodniej. O wojnie, cierpieniu i tęsknocie ludzi tych ziem. O tym, że my, biali ludzie bogatej północy, jesteśmy w dużym stopniu za to odpowiedzialni.

Sahara Zachodnia: kobieta

„Ludzie, którzy piszą historię, zbyt dużo uwagi poświęcają tzw. głośnym momentom, a za mało badają okres ciszy. Jest to brak intuicji tak niezawodnej u każdej matki, kiedy usłyszy, że w pokoju jej dziecka raptem zrobiło się cicho. Matka wie, że ta cisza oznacza coś niedobrego. Że jest to cisza, za którą coś się kryje. (…) Tę samą funkcję spełnia cisza w historii i w polityce. Cisza jest sygnałem nieszczęścia i często – przestępstwa (…). Cisza jest potrzebna tyranom i okupantom, którzy dbają, aby ich dziełu towarzyszyło milczenie. Zwróćmy uwagę, jak pielęgnował ciszę każdy kolonializm. Z jaką dyskrecją pracowała Święta Inkwizycja. Jak bardzo unikał reklamy Leonidas Trujillo.” (R. Kapuściński).

Tak jest z Saharą Zachodnią. Jestem przekonany, że przeciętny Europejczyk, czy Amerykanin miałby spore problemy ze wskazaniem tego miejsca na mapie. Tym bardziej trudno spodziewać się, aby miał jakiekolwiek pojęcie o historii, społeczeństwie, czy polityce Sahary Zachodniej. Jeśli już nazwa „Sahara Zachodnia” pojawia się w dyskusji publicznej, przeważnie jest kojarzony z piaszczystą, spaloną słońcem pustynią, gdzie nic nie ma i nikt nie mieszka. Zupełnie tak nie jest. I słusznie zauważa Kapuściński. Cisza i niewiedza wskazują, że dzieje się coś niedobrego.

Historia dalsza. Kolonializm i pierwsza wojna.

W 1884 r. kanclerz Drugiej Rzeszy Niemieckiej Otto von Bismarck zwołuje w Berlinie konferencję, w której uczestniczą przedstawiciele najważniejszych ówczesnych mocarstw. Jej celem jest uregulowanie interesów państw europejskich w Afryce. To wtedy zapada decyzja, że terytorium Sahary Zachodniej będzie kolonią Hiszpanii. Niewielkie zaludnienie, głównie przez półkoczownicze plemiona arabskie oraz praktyczny brak znaczenia gospodarczego czy strategicznego, sprawiły, że poza ustanowieniem gubernatora oraz obecnością niewielkiego garnizonu wojskowego, terytorium Sahary Zachodniej początkowo nie budziło większego zainteresowania Madrytu.

Sytuacja uległa zmianie w ciągu kolejnych pięćdziesięciu lat, co było związane z odkryciem i rozpoczęciem eksploatacji niezwykle bogatych złóż fosforytów, co wymagało znacznych inwestycji ze strony Hiszpanii. Z tego powodu, gdy w połowie dwudziestego wieku kolejne państwa afrykańskie uzyskiwały niepodległość, Hiszpanom nie pomyśli było opuszczać terytorium Sahary Zachodniej. Spowodowało to powstanie ruchu narodowo-wyzwoleńczego (POLISARIO) i wybuch wojny. Jej konsekwencją było wycofanie się Hiszpanów w 1975 r., wraz z obietnicą zorganizowania referendum niepodległościowego.

Sahara Zachodnia: mapa

Historia bliższa. Historia niedokończona.

Fakt wycofywania się Hiszpanów wykorzystał król Maroka Hasan II, który wysuwając pretensję do tych ziem, zmobilizował trzysta tysięcy cywilów, którzy przekroczyli granicę z Saharą Zachodnią z zamiarem osiedlenia się lub – mówiąc ściślej – kolonizacji jej terytorium. Południową część kraju, zgodnie z ustaleniami z Marokiem, zajęła Mauretania. Nie spodobało się to Saharyjczykom, rodowitym mieszkańcom tych ziem. Front POLISARIO rozpoczął walkę z okupantem, a w 1976 r. na kontrolowanych przez siebie terenach ogłosił powstanie Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej.

Mimo, że Maroko w tej wojnie uzyskało wsparcie militarne mocarstw zachodnich, m.in. Francji i USA, Saharyjczycy radzili sobie w niej zaskakująco dobrze, doprowadzając m.in. do wycofania się Mauretanii z okupowanych terenów. Ogromne terytorium, możliwość schronienia się w Algierii, której rząd opowiedział się po stronie Saharyjczyków, partyzancki sposób walki, to przewagi POLISARIO, które Maroko postanowiło wyeliminować. Idąc za radą Amerykanów, każdy większy fragment zdobytego terytorium, wojska marokańskie otaczały murem ziemnym, który został obsadzony wojskiem oraz zaminowany. Obecnie mur ma ponad trzy tysiące kilometrów i jest drugim najdłuższym murem na ziemi, po Wielkim Murze Chińskim. W ten sposób Saharyjczycy tracili kolejne terytoria, spychani coraz bardziej wgłąb pustyni. Obecnie poza murem pozostaje 15 – 20% pierwotnego terytorium Sahary Zachodniej, nad którym władzę sprawuje rząd Sahary Zachodniej na uchodźstwie.

W wojnie tej Marokańczycy dopuścili się do wielu aktów terroru. Obozy uchodźców saharyjskich – miasteczka składające się z lekkich namiotów – były bombardowane przez marokańskie i francuskie lotnictwo napalmem i bombami kasetowymi. W zajętych miastach na porządku dziennym były brutalne zachowania nowych władz. Jakikolwiek wyraz wsparcia dla POLISARIO mógł kończyć się wieloletnim wyrokiem (np. 20 lat więzienia za udział w proteście), bądź gorzej – zaginięciem. Do dziś, mimo upływu wielu lat, los wielu osób pozostaje nieznany. Najprawdopodobniej zostały one porwane przez służby wojskowe Maroka, a następnie, po torturach, zamordowane. Ogółem szacuje się, że w wyniku tego konfliktu życie straciło od 10 do 20 tysięcy osób.

Sahara Zachodnia: cmentarz
Cmentarz przy pustynnym miasteczku

Ciąży na nas odpowiedzialność.

Na początku lat dziewięćdziesiątych front POLISARIO zawarł rozejm z Rządem Maroka, a rozstrzygnięcie sprawy powierzono ONZ. Na terytorium Sahary Zachodniej pojawili się żołnierze misji pokojowej MINURSO (Misja Narodów Zjednoczonych na rzecz Referendum na Saharze Zachodniej). Jej podstawowym celem było kontrolowanie przestrzegania zawieszenia broni oraz przygotowanie referendum. Referendum, które miało się odbyć w 1992 r. Od tego czasu jest ono stale przekładane na nieokreśloną przyszłość. Tymczasem Maroko wciąż umacnia się na podbitych terytoriach, coraz bardziej je marokanizuje.

Czuję, że w tej sprawie naprawdę zawiedliśmy. My, biali ludzie bogatej północy. Najpierw udzielając wsparcia dla zaborców, później zaś, gdy pokrzywdzeni zwrócili się do nas o pomoc – bo przecież system ONZ jest dziełem Amerykanów i Europejczyków – zwodzimy ich, pozwalamy na to, aby Saharyjczycy ginęli w algierskich obozach dla uchodźców lub byli marginalizowani we własnym kraju.

Campo di Fiori

Gdy myślę o tym, gdzie jesteśmy teraz, przypomina mi się wiersz Czesława Miłosza pt. Campo di Fiori.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Będąc na miejscu nie widziałem Sahary Zachodniej. Tam było już tylko Maroko. Nie widziałem napisów na ścianach, protestów, transparentów, ani flag. Ludzie, których spotykałem nie są ani wściekli, ani zbuntowani. Nie mają woli walki. Nie dążą do zmiany. Przyzwyczaili się do rzeczywistości, w której żyją. Do tego, że teraz są w Maroko. Nie widzą dramatu ich braci, zamkniętych w obozach dla uchodźców pośrodku algierskiej pustyni. Tylko nieliczna grupa walczy, stojąc przeciw wszystkim: zmarokanizowanemu społeczeństwu, machinie państwowej, nieformalnie przyklepanemu przez ONZ porządkowi. To przykre, ale wobec tak przeważających sił szanse ich powodzenia są bardzo niewielkie.

W obozach rośnie już kolejne pokolenie dzieci, którzy nie znają wojny prowadzonej przez ich rodziców i dziadków. Które ziemię ojczystą znają tylko z ich opowiadań. I na nic im pewnie będzie siedzieć na pustyni. Młodsi rozjadą się po świecie, starsi powoli wymrą. I tyle zostanie po dumnym narodzie saharyjskim. Rozrzucone po pustyni miny. Patrzę na to wszystko, na wymieranie narodu, mając świadomość, że – jako obywatel bogatej północy – jestem za to współodpowiedzialny. Patrzę i znów przypomina mi się miłoszowskie Campo di fiori.

Sahara Zachodnia: za murem

 

Więcej informacji

O sprawie Sahary Zachodniej powstała doskonała książka w języku polskim, napisana przez Bartka Sabelę. Nosi tytuł „Wszystkie ziarna piasku”. Choć nie jest to lekka lektura na lato, opisuje wszak wydarzenia wyjątkowo dramatyczne, polecam ją wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, nie tylko o tej sprawie, ale i o tym, jak naprawdę wygląda świat, na którym żyjemy.

 

Zostaw Komentarz