Sztuczny bocian, Wielkanoc i skradziony paszport. O „zdobywaniu” Dzierżyńskiej Góry, najwyższego punktu Białorusi.

wpis w: Europa, KGE | 0

– No – pomyślałem bezskutecznie przeszukawszy po raz wtóry swój plecak – to jestem w dupie. Wszystko było na miejscu, poza jedną, drobną sprawą: przepadł mi paszport. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że bez tej małej, bordowej książeczki, która była moim jedynym dokumentem tożsamości i dowodem legalnego przebywania na terytorium Republiki Białorusi, mogę mieć poważne problemy. W takich warunkach, jako teoretycznie nielegalny imigrant, przyszło mi „zdobywać” najwyższy punkt tego kraju – Dzierżyńską Górę.

Dzierżyńska Góra: na szczycie
Wysokość 345 m. n.p.m. wrażenia nie robi, ale samo odnalezienie „wierzchołka” może być całkiem niezłą zabawą.

 

To jest jeden z artykułów z serii opisującej szczyty Korony Gór Europy. Dotychczas ukazały się również:
Korona Gór Europy 1/46: Carrantuohill, najwyższy szczyt Irlandii
Korona Gór Europy 2/46: Howerla, najwyższy szczyt Ukrainy.

 

Tam musi być jakaś cywilizacja

Dzierżyńska Góra: metryczka

Ze wszystkich państw, które sąsiadują z Polską, to Białoruś jest tym, którego granicę przekroczyć najtrudniej. W chwili obecnej istnieją trzy możliwości bezwizowego wjazdu do tego kraju:

  • do trzech dni w wyznaczonym obszarze białoruskiej części Puszczy Białowieskiej (konieczna jest przepustka, zasady jej uzyskiwania można znaleźć na stronie Białowieskiego Parku Narodowego).
  • do pięciu dni w okolicach Grodna, po uzyskaniu wcześniejszego zezwolenia (bliższe informacje na ten temat można znaleźć np. tutaj).
  • do pięciu dni, drogą lotniczą do Mińska.

Niestety, żadna z tych możliwości nie pozwala dostać się legalnie do miejsca, w którym znajduje się najwyższy szczyt Białorusi. Ponieważ zapewne jednak znajdą się ryzykanci, przekraczający wyznaczony obszar, na którym można przebywać legalnie bez wizy, chciałbym przypomnieć, że:

  • tak, jak wszędzie na wschodzie, zakup biletu kolejowego wymaga okazania paszportu. Darowałbym więc sobie pociągi.
  • każdy podróżny, wraz z przekroczeniem granicy, otrzymuje kartę migracyjną, którą trzeba zwrócić wyjeżdżając. Na jej odwrocie, odnotowywane jest każde miejsce noclegu (hotele przybijają swoje pieczątki). Także sprawę trzeba załatwić w jeden dzień, tak aby nocować już w dozwolonej strefie.
  • milicji nie ma wcale tak dużo, jak mogłoby się wydawać.
  • przy ewentualnym złapaniu poza dozwolonym obszarem należy liczyć się z dużym mandatem, a także zakazem wjazdu na terytorium Białorusi na okres kilku kolejnych lat.
  • jeśli to nic pilnego i bardzo nie chcemy płacić za wizę, to warto wstrzymać się na jakiś czas z wyjazdem na Białoruś. Kraj ten wyraźnie stawia na rozwój turystyki i z roku na rok liberalizuje swoje przepisy migracyjne.

Wiza nie jest z resztą aż tak droga (tabelę opłat można znaleźć na stronie Ambasady Białorusi w Polsce). Większym problemem, jeśli nie jedziemy z zorganizowaną wycieczką, jest konieczność uzyskania zaproszenia – albo w formie oficjalnego blankietu, albo też ksera paszportu osoby zapraszającej.

Dzierżyńska Góra: sztuczny bocian
Bocian na granicy to atrapa z kamerą w brzuchu.

Jadąc na Białoruś granicę przekroczyłem w Kuźnicy Białostockiej, gdzie dojechałem autostopem. W miasteczku złapałem busa (nie ma możliwości przekroczenia granicy pieszo), prosto do Grodna. Kontrola graniczna jest dosyć szczegółowa (celnik osobiście przegląda bagaż z uwagi na brak urządzenia do prześwietlania), konieczne jest też uzupełnienie wcześniej wspomnianej karty migracyjnej (migracjonki).

Miejsce dla Pasjonatów

Z całym szacunkiem dla Białorusinów i ich kraju, który naprawdę uwielbiam, ale jeśli ktoś wybiera się na Białoruś po to, aby oglądać atrakcje turystyczne, takie jak na zachodzie Europy – zabytki, piękną architekturę, sztukę, dziedzictwo kulturowe, zachwycające obiekty przyrodnicze – to prawdopodobnie będzie grubo zawiedziony. Białoruś jest roztworem, w którym te rzeczy obecne są w naprawdę niewielkim stężeniu.

Z drobnymi wyjątkami, w miastach rządzi brutalny socjalizm architektoniczny. Kilka zamków odnowionych w paskudnym, jarmarcznym stylu. Ze sztuki najbardziej rzucają się w oczy pomniki Lenina. Muzyka po białorusku – w większości nielegalna. Kuchnia lokalna – nieznana (prosząc o coś tradycyjnego w jednej restauracji dostałem rybę morską), bądź też taka sama, jak w Polsce (podobno specjałem są draniki – placki ziemniaczane, zupełnie identyczne, jak i u nas). Lata totalitaryzmu w stylu sowieckim zupełnie wyprały Białorusinów z myślenia o swoim pochodzeniu i historii, z wyjątkiem oczywiście wielkiej wojny ojczyźnianej, bohaterskiej armii czerwonej oraz nie mniej bohaterskich władzach.

Na Białoruś trafiłem akurat, gdy wypadała prawosławna Wielkanoc. Napotkanych ludzi pytałem więc o zwyczaje związane z tymi świętami. I wiele osób naprawdę nie było w stanie poradzić sobie z odpowiedzią. Najczęściej dowiadywałem się, że z okazji Wielkanocy ludzie piją wódkę i starają się o wszystkim zapomnieć.

Dzierżyńska Góra: Pan Włodzimierz
Pan Włodzimierz pozdrawia mieszkańców niemal każdego białoruskiego miasta i wsi.

Na Białoruś warto jednak pojechać. W dwóch celach. Po pierwsze, aby pozbyć się stereotypów dotyczących tego kraju. Trzeci świat, straszna bieda, dyktatura, państwo milicyjne – to, jak w Polsce mówi się o naszym wschodnim sąsiedzie, zupełnie nie znajduje potwierdzenia na miejscu. Po drugie, Białoruś to kraj dla pasjonatów. Coś dla siebie odnajdą tu miłośnicy rozrywek i dyscyplin o dosyć niszowym charakterze, m.in. sowieckiego brutalizmu, birdwatching’u, świeckiej architektury drewnianej, czy ordynarnego, rosyjskiego disco. Przynajmniej dwie z wymienionych rzeczy mnie kręcą¹, także na Białorusi nie nudziłem się nawet przez chwilę.

Góry Pagórki

Odnalezienie Dzierżyńskiej Góry może być nieco problematyczne. Nie posiadając własnego środka transportu, warto skorzystać z pociągu, jadąc nim z Mińska do Dzierżyńska (to miasto niegdyś znane było pod nazwą Kojdanów, którą do dzisiaj można spotkać na niektórych mapach). W tym celu, na dworcu kolejowym w Mińsku trzeba szukać kas, w których sprzedawane są bilety na pociągi podmiejskie (tzw. elektriczki) – nie kupimy ich w kasach obsługujących połączenia dalekobieżne.

Nie wiem, czy z Dzierżyńska kursują jakiekolwiek autobusy, którymi można podjechać w kierunku góry. Była Wielkanoc, także nawet ich nie szukałem, a zamiast tego wyszedłem na drogę P65 w celu złapania stopa. Na Białorusi na szczęście nigdy nie trwa to długo. Wysiąść należy we wsi Wiertniki (Вертнікі), a następnie skręcić w lewo, na drogę H8243. Po około 5 km trafimy do wsi Skirmuntowo (Скирмунтово), w obrębie której znajduje się Dzierżyńska Góra.

Dzierżyńska Góra: krajobraz
Krajobraz okolic Dzierżyńskiej Góry.

 

Za górą trzeba się trochę rozejrzeć, z uwagi na to, że nazwa „góra” jest w tym przypadku trochę na wyrost. Niewielki kopczyk z czarną tablicą powinien znajdować się za budynkami, po prawej stronie od drogi.

Paszport zgubiony a paszport skradziony

Według moich wszelkich ustaleń – a zastanawiałem się nad tym wielokrotnie – paszport straciłem kupując bilet na pociąg do Dzierżyńska, o czym dowiedziałem się kilkaset kilometrów dalej, meldując się wieczorem w hostelu w Soligorsku. Trudno jest mi powiedzieć, co się z nim stało, czy go zgubiłem, czy też został skradziony. Opowiadając tą historię na posterunku milicji, później zaś w konsulacie w Brześciu, twierdziłem, że paszport prawdopodobnie zgubiłem. Na Białorusi spotkałem się z niesamowitą ludzką życzliwością i nie chciałem nikogo obwiniać. I to był dość poważny błąd. Kluczową rzeczą w takich przypadkach jest uparte utrzymywanie, że paszport został skradziony. Różnica ujawnia się podczas wyrabiania nowego paszportu – w przypadku zgubienia, cena rośnie trzykrotnie.

Dzierżyńska Góra: Saligorsk
Okolice Saligorska

Niezależnie od powodu utraty paszportu, konieczne jest również wniesienie opłaty za wydanie dokumentu tymczasowego (w tym dodatkowej opłaty za tryb ekspresowy, jeśli nie możemy poczekać kilku dni, zanim to nastąpi). Dodatkowo, w przypadku utraty wraz z paszportem karty migracyjnej (co bardzo prawdopodobne – trzyma się ją zazwyczaj w paszporcie), przed wydaniem nowego dokumentu należy udać się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie dostaniemy mandat. Kwota mandatu ustalana jest według uznania urzędnika – od kilkudziesięciu złotych, nawet do pięciuset euro.

Na szczęście Białorusini to bardzo sympatyczni ludzie. Zarówno milicjanci, jak i pracownicy MSW – osoby, z którymi nieco obawiałem się spotkać w tym kraju – okazali się bezproblemowi i bardzo pomocni. Dostałem najniższy z możliwych mandatów, nie było też problemu ze spisaniem moich danych z karty płatniczej (nie miałem ze sobą żadnego innego dokumentu, mogącego jakkolwiek uprawdopodobnić moją tożsamość). O ile nie chciałbym więcej tracić paszportu – ani za granicą, ani w kraju – to z pewnością nie jest to sytuacja bez wyjścia.

Podsumowanie

Trudno na Białorusi szukać wrażeń górskich. Z pewnością jednak liczba przygód, które czekają na odwiedzających ten kraj, jest wystarczająca, aby być w pełni zadowolonym z wizyty u naszego wschodniego sąsiada.

Po zdobyciu Dzierżyńskiej Góry, moje osiągnięcia w zdobywaniu Korony Gór Europy wyglądały następująco:

map_of_europe

1. Tak, jedną z tych rzeczy jest ordynarne, rosyjskie disco.

 

Komentarze zostały wyłączone.