Ludzie miasta, w którym rządzi kamień.

wpis w: Europa | 0

Wiedniem rządzi kamień – to rzecz pewna. Aby się o tym przekonać, wcale nie trzeba tam jechać. Wystarczy otworzyć przewodnik lub zajrzeć do Internetu. Jako główne atrakcje miasta przedstawione są tam katedry, kościoły, pałace, kamienice i pomniki. I rzeczywiście, większość przyjeżdżających do Wiednia skupia się na kamieniu, z którego są zbudowane. Jadąc tam, postanowiłem nieco odwrócić ten trend, przyglądając się co ciekawszym mieszkańcom tego miasta.

Wiedeń: rodzina w siedemnastej dzielnicy
Portret rodziny w siedemnastej dzielnicy.

Steve

Zanim jeszcze trafiłem do Wiednia, udało mi się poznać i polubić kilku mieszkańców tego miasta. Z Laurą jechałem autobusem gdzieś w Birmie. Steve zaś mieszkał w mauretańskiej oberży, w niewielkiej wioseczce rzuconej gdzieś pośrodku pustyni, do której zawitałem pewnego ciepłego, lutowego wieczora. To, co połączyło nas troje, to jakaś wewnętrzna potrzeba poszukiwania – przygód, przeznaczenia, może samego siebie.

Ze Stevem chciałem spotkać się w szczególności, bardzo ciężko przechodził malarię w Gwinei i wraz z jego pozostałymi znajomymi zacząłem obawiać się, że może już nigdy nie wrócić z Afryki. Wszystko skończyło się szczęśliwie, a Steve wrócił do swojego życia. Dość specyficznego, należy dodać. O ile w Polsce mało kogo szokuje jeżdżenie autostopem, bądź też goszczenie podróżnych u siebie w domu, to Steve wyspecjalizował się w jeszcze jednym: znajdowaniu jedzenia, którego nikt inny nie chce już zjeść. Do jego codziennych rytuałów należą odwiedziny śmietników przy okolicznych supermarketach, skąd przynosi różne produkty żywnościowe. Zazwyczaj są to rzeczy delikatnie przeterminowane, których sprzedać już nie można, natomiast dalej nadają się do zjedzenia. Steve wyspecjalizował się w tym na tyle, że posiada klucze do różnych śmietników i obecnie nie wydaje żadnych pieniędzy na jedzenie.

O ile zdarza mi się spotykać dumpster-diver’ów (zwanych też freeganami) również w Polsce, dużo rzadziej mam okazję rozmawiać z osobami należącymi do środowiska LGBT. Ponieważ Steve mieszka w pobliżu wiedeńskiej „Gay Village” postanowiłem skorzystać z okazji i dowiedzieć się czegoś na temat mniejszości seksualnych w Austrii. Po odwiedzinach w jednej z organizacji walczących o prawa LGBT dostałem zaproszenie na wieczorną imprezę, z którego postanowiłem skorzystać.

Türkis Rosa Lila Villa mieści szereg organizacji działających na rzecz środowiska LGBT (zdjęcie @Wikipedia)
Türkis Rosa Lila Villa mieści szereg organizacji działających na rzecz środowiska LGBT (zdjęcie @Wikipedia)

Na cztery i pół godziny do nieba wzięci

W czasach, gdy byłem pryszczatym nastolatkiem, w podręczniku do języka angielskiego znalazłem słowo „gay”. Oczywiście, nie omieszkałem zapytać o nie nauczyciela. Wyjaśnił on podśmiechującej młodzieży, że tekst w książce jest napisany klasyczną angielszczyzną, kiedy nikt nie używał go w odniesieniu do osób homoseksualnych. To przymiotnik znaczący „szczęśliwy”, czy też „radosny”.

Będąc na imprezie w Türkis Rosa Lila Villa, miejscu skupiającym organizacje pracujące na rzecz środowiska LGBT, chyba zrozumiałem, w jaki sposób określenie „gay” przeżyło taką ewolucję znaczeniową. Zdecydowaną większość ludzi, którzy się tam zgromadzili w liczbie kilkudziesięciu, przepełniała radość. Osoby wszelkiej płci i orientacji, geje, lesbijki, transseksualiści, bawiły się doskonale. Uśmiechy na twarzach, żarty, taniec, otwartość, wyluzowanie. Atmosfera radosnej zabawy, której nie zakłócił ani jeden przypadek agresji, nietolerancji, a nawet nadużycia alkoholu. Czułem się tam naprawdę bardzo dobrze.

– Oni są szczęśliwi tylko tutaj i tylko przez te kilka godzin – wyjaśnił łamanym polskim Jan, sympatyczny Słowak w średnim wieku, któremu o tym powiedziałem. Niestety, prawdopodobnie ma rację. Większość z tych ludzi musiała uciekać ze swoich krajów tylko dlatego, że czują i myślą trochę inaczej niż „większość”. Obywatele Iraku, Afganistanu, Wenezueli, Liberii czy Syrii, których tam poznałem, ubiegają się o azyl w Wiedniu, ponieważ tam, skąd pochodzą grożą im poważne konsekwencje tylko dlatego, że urodzili się tacy, a nie inni. W większości z tych państw homoseksualizm jest zagrożony karą śmierci bądź dożywotniego więzienia.

Osoby o odmiennej orientacji seksualnej oraz pochodzące z państw "trzeciego świata" nawet w Austrii są w wyjątkowo trudnej sytuacji.
Osoby o odmiennej orientacji seksualnej oraz pochodzące z państw „trzeciego świata” nawet w Austrii są w wyjątkowo trudnej sytuacji.

Również w Austrii nie jest najłatwiej. O ile władze popierają tolerancję, a małżeństwa pomiędzy osobami tej samej płci są legalne już od dobrych kilku lat, problemem pozostają zaostrzone niedawno przepisy migracyjne. Chłopak Jana, pochodzący z Lahore, ma duży problem z przedłużeniem swojego pobytu w Austrii, mimo że w Pakistanie z dużą pewnością (bo przecież władze tego kraju wiedzą, dlaczego uciekł do Austrii) trafi do więzienia. Nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji – rozstania z ukochaną osobą i konieczności powrotu do miejsca, w którym wszyscy nienawidzą mnie tylko za to, kim jestem.

Ta dzielnica jest tak porządna, że nawet gołębie sprzątają po sobie

„Wiedeń i dzielnica Favoriten jako muzułańskie getto”, „Muzułmanie wygrali… bitwę o Wiedeń”, „Wiedeń stanie się miastem islamu” – zazwyczaj staram się tego typu informacje pojawiające się w prasie, czy na polskojęzycznych stronach internetowych. Osobiście uważam bowiem, że większość z nich to bzdury. Skoro jednak byłem już w Wiedniu, postanowiłem wystawić swoją wiarę na próbę i wybrałem się do dzielnicy dziesiątej oraz siedemnastej, które uważane są za najgorsze.

I w zasadzie nie pomyliłem się nic, a nic. W obu dzielnicach nie znalazłem nic, co mogłoby potwierdzić prawdziwość przytoczonych artykułów. Owszem, nie wyglądają one tak pięknie, jak centrum, ale to dalsze dzielnice miasta. Także w Warszawie Targówek nie wygląda tak wspaniale, jak Stare Miasto. Może rzeczywiście mieszka tam trochę więcej ludzi wyglądających na obcokrajowców (m.in. kilka razy słyszałem tam język polski), a na słupach wiszą plakaty zapraszające na koncerty tureckich gwiazd muzyki, ale to absolutnie wszystko, co można o nich powiedzieć, nawet doszukując się w nich dominacji osób innych narodowości.

Favoriten. Centrum "muzułmańskiego getta" w Wiedniu.
Favoriten. Centrum „muzułmańskiego getta” w Wiedniu.

Zastanawiam się, kto i po co publikuje wiadomości szkalujące osoby innego pochodzenia, albo religii, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Stare porzekadło mówi, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Albo o władzę, która zdecydowanie ułatwia ich zdobywanie. I wydaje mi się, że tak właśnie jest, przynajmniej w Polsce. Wielu z nas, Polaków, pojmuje patriotyzm jako „konieczność obrony ojczyzny” przed jakiegoś rodzaju wrogiem. To wynika z naszej historii, gdy wielokrotnie stawaliśmy przed taką koniecznością, nasiąkamy nim czytając książki wieszczów, którzy co prawda często z nikim nie walczyli, ale rozgłaszali na lewo i prawo, że każdy powinien. To dosyć silne i głęboko tkwiące emocje, które część polityków wykorzystuje dla własnych interesów, wymyślając kolejnych, rzeczywiście nieistniejących wrogów i obwołując się ich największym przeciwnikiem. To gra, w której nie chcę uczestniczyć.

Duch a materia

W Wiedniu kamień rządzi tylko na pokaz. Tylko w przewodnikach, opisach, na zdjęciach. O tym, jakie jest miasto w znacznie większym stopniu mówią ludzie, którzy je zamieszkują. Miasto jest bowiem dla ludzi i z powodu ludzi. Mieszkańcy są jedynym uzasadnieniem miasta. Miasto bez mieszkańców nie istnieje i to mieszkańcy nadają mu charakter. I chyba z tego powodu nie jestem zwolennikiem zwiedzania zabytków czy muzeów. Wolę tanie knajpy na przedmieściach, gdzie zawsze znajdzie się ktoś, z kim można porozmawiać.

Wiedeń: ludzie
W mieście to ludzie są najważniejsi

Jacy są ludzie w Wiedniu? Przeważnie dobrzy, sympatyczni i otwarci, potrafiący angażować się dla dobra wspólnoty. I dzięki nim, takie właśnie jest to miasto.

 
 

Zostaw Komentarz