Co zostało z 2017-go? Podsumowanie i najlepsze zdjęcia ubiegłego roku.

wpis w: Uncategorized | 0

Dwa tysiące siedemnasty był dosyć dziwnym rokiem dla mnie. Z jednej strony mam wrażenie, że działo się sporo. Poznałem naprawdę wielu nowych ludzi, pochodzących z różnych środowisk, pierwszy raz w życiu zrobiłem kilka rzeczy, o których chyba już zawsze będę pamiętać, zrozumiałem trochę więcej siebie i świat, który mnie otacza. Z drugiej zaś rok ten ujawnił wiele problemów osobistych, zdrowotnych i rodzinnych, uświadamiając, że nie ze wszystkim można sobie poradzić optymizmem i pozytywnym podejściem do sprawy. I dlatego właśnie mam dosyć mieszane uczucia.

Wiedeń, Park Prater, listopad 2017.
Wiedeń, Park Prater, listopad 2017.

Wyjazdy

W 2017 za granicę wyjeżdżałem 7 razy – trochę częściej niż raz na dwa miesiące. Odwiedziłem różnych 21 krajów, z czego Ukrainę, Belgię i Słowację dwukrotnie. W 13 z nich byłem po raz pierwszy. Około 6800 km przejechałem autostopem – to wystarczająca odległość, aby jadąc z Warszawy przekroczyć granicę Chin.

  • Luty/marzec: Hiszpania, Portugalia, Senegal, Mauretania, Sahara Zachodnia, Maroko, Belgia. Pierwszy raz w Afryce. Doświadczenie świata, który rządzi się innymi zasadami, niż ten, który był mi dotychczas znany.
  • Maj: Słowacja, Węgry, Rumunia, Mołdawia, Ukraina. Marznąc po drodze myślałem o tym, jak bardzo podobni są ludzie tych stron, mimo dzielących ich granic i języków.
Suczawa (Rumunia). Maj 2017.
Suczawa (Rumunia). Maj 2017.
  • Czerwiec: Belgia, Luksemburg, Holandia, Niemcy. Szczęśliwy traf spowodował, że wróciłem z tego wyjazdu przekonany o tym, jak mało rzeczy dzieje się przypadkowo, o istnieniu jakiegoś rodzaju opatrzności.
  • Sierpień: Ukraina. Przystanek Woodstock za wschodnią granicą. Kolejna z długiego i wyjątkowo intensywnego cyklu imprez letnich.
  • Wrzesień: Słowacja, Serbia, Kosowo. Pierwszy niesamotny wyjazd po długiej przerwie. Udany, mimo niezrealizowania wszystkich celów.
  • Listopad: Austria. Mimo krótkiego pobytu udało mi się odkryć parę rzeczy, których nie widać na co dzień.
  • Grudzień: Izrael, Palestyna. Jeden z najprzyjemniejszych wyjazdów w tym roku: ciepło, spokojnie, bezpiecznie.
Jerozolima. Grudzień 2017.
Jerozolima. Grudzień 2017.

Podróżowałem również po Polsce. W dalszym ciągu odwiedzałem strony najbliższe – Podlasie Południowe – i wciąż jestem zaskoczony, jak wiele jeszcze mają one do zaoferowania. Kilkukrotnie byłem w polskich górach – wszedłem na Kościelec, włączając się w akcję „Czyste Tatry”, wędrowałem po bardzo interesującym Pogórzu Przemyskim (ze znajomymi ze Studenckiego Klubu Przewodników Górskich), a także bawiłem się w Beskidzie Niskim (zjazd stowarzyszenia „Space for Dream” w Magurskim Parku Narodowym) i Beskidzie Sądeckim (IX Autostopowy Sylwester Wyjechany w Kosmos). Po długiej przerwie odwiedziłem Rzeszów, po raz pierwszy – Zieloną Górę (gdzie występowałem podczas festiwalu podróżniczego „Zielone Globy”).

Okolice Kostrzyna nad Odrą. Czerwiec 2017.
Okolice Kostrzyna nad Odrą. Czerwiec 2017.

Co było istotne?

  • Odwiedziłem kontynent, którzy marzył mi się od dawna – Afrykę.
  • Po raz pierwszy się wspinałem (w skałach na Dolinkach Podkrakowskich) oraz nurkowałem (na rafie koralowej w Ejlacie).
  • Pobiłem swój rekord w chodzeniu bez butów, nie zakładając ich przez 21 dni.
  • Założyłem bloga w formie strony internetowej i opublikowałem na niej 35 artykułów.
  • Naprawdę polubiłem robić zdjęcia.
Okolice Nawazibu (Mauretania). Marzec 2017.
Okolice Nawazibu (Mauretania). Marzec 2017.
  • Zdobyłem najwyższe szczyty Mołdawii, Belgii, Holandii, Luksemburga oraz Kosowa, a licznik szczytów należących do Korony Gór Europy zatrzymał się na dwunastu.
  • Gościłem u siebie 10 osób w ramach Couchsurfingu i wiele, wiele więcej znajomych i przyjaciół. Couchsurferzy pochodzili z Bośni, Filipin, Hiszpanii, Holandii, Włoch oraz Czech.
  • Udało mi się zebrać kapelę i pograć z nią trochę. Kupiłem nowe instrumenty (bas, klawisze) i napisałem sporo nowych piosenek.
  • W międzyczasie udało mi się szczęśliwie skończyć aplikację.

Co dalej?

Na początku roku czeka mnie dosyć poważne wyzwanie – zdanie egzaminu zawodowego, po którym, jeśli wszystko pójdzie dobrze, uzyskam tytuł radcy prawnego. Pierwsze trzy miesiące planuję więc spędzić na nauce, z góry przepraszając, jeśli przez jakiś czas nie będę aktualizować tego bloga.

Warszawa. Grudzień 2017.
Warszawa. Grudzień 2017.

W kwietniu pierwszy raz od długiego czasu będę naprawdę wolnym człowiekiem. Zaraz po studiach poszedłem na aplikację i przez ten czas ciążył na mnie jakiś obowiązek, że „wypadałoby to skończyć”. Co zrobię z tą wolnością? Mam dwa, przeciwstawne pomysły.

Z jednej strony chodzi mi po głowie ustatkowanie się. Za kilka chwil będę miał trzydzieści lat. Nie mam mieszkania, samochodu, żony, dzieci, ani nawet dziewczyny, nie robię kariery, nie odkładam na przyszłość. Żyję życiem lekkoducha, niebieskiego ptaka. I nie chodzi tylko o to, że to się kiedyś skończy, że w pewnym momencie zapewne będzie mnie czekać twarde zderzenie z rzeczywistością. Mam na myśli, że ja nie do końca chcę, aby całe moje życie tak wyglądało, marzę aby w pewnym momencie założyć rodzinę, zostawić coś po sobie.

Z drugiej jednak strony, mam silny niedosyt, aby jeszcze coś zrobić w dziedzinie podróży. Ledwie liznąłem świata i bardzo chciałbym popróbować go więcej. I być może to będzie najlepszy moment, aby wyruszyć w drogę, wziąć sobie rok, albo dwa wolnego od codzienności. Im później, tym mniej czasu i chęci, a czuję, że jeśli tego nie zrobię, do końca życia będę w jakiś sposób to sobie wyrzucać, czegoś będę żałować, czegoś będzie mi brakowało.

Co ostatecznie postanowię – to przyszły rok pokaże.

Okolice Gródka k. Lwowa (Ukraina). Sierpień 2017.
Okolice Gródka k. Lwowa (Ukraina). Sierpień 2017.

Zostaw Komentarz