Dobrzy ludzie potrzebni od zaraz

wpis w: Azja, Europa, Polska | 1

To mogły być każde trzy lokalizacje między Tarnobrzegiem a Bangladeszem, lub dowolne inne. Mogły być od siebie oddalone o tysiące kilometrów, znajdować się na innych kontynentach, w innych strefach klimatycznych. Wokół nich mogli żyć ludzie o różnym kolorze skóry, zachowaniach i językach. Mimo tego, z jakiegoś powodu, pośród nieskończonej chyba liczby możliwości, najświętsze miejsca trzech wielkich religii, judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, znajdują się praktycznie w jednym punkcie – w Jerozolimie. I jeśli choć trochę wierzysz w istnienie jakiejś siły nadprzyrodzonej, jakiegoś absolutu, to zapewne rozumiesz, dlaczego tak jest. Ktoś lub coś chciało nauczyć nas, że religia powinna łączyć, a nie dzielić. To, jak bardzo obca jest nam ta nauka widoczne jest nie tylko na Ziemi Świętej.

DSCF5556-3

Chodzi o ludzi

Konflikt w Ziemi Świętej uchodzi za jeden z najtrudniej rozwiązywalnych we współczesnym świecie. Wpływa na to jego wieloaspektowość – ma podłoże terytorialne, religijne i etniczne, a także to, że angażuje zdecydowanie więcej państw, niż tylko Izrael i Palestynę – właściwie większość krajów arabskich.

Nie chciałbym się zagłębiać w genezę tego konfliktu, próbować ustalać, która ze stron, z perspektywy historycznej, ma rację. Nie wiem czy to możliwe, a nawet jeśli, to z pewnością nikomu nie pomoże. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na coś innego, o czym nawet w samym Izraelu nie wszyscy wiedzą i w co ja sam bardzo długo wątpiłem: Izrael traktuje Palestyńczyków niewiele lepiej, niż naziści traktowali Żydów, używając Holokaustu do wytłumaczenia swojej niegodziwości.

Zbrodnie wojenne (liczba zamordowanych palestyńskich dzieci przewyższa liczbę izraelskich dzieci w ogóle), tortury, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, burzenie domów (i zakaz budowy nowych), karykaturalne sądy (do spraw Palestyńczyków stosuje się zupełnie inne zasady prawne), wywłaszczenia (wojsko daje godzinę na spakowanie się i opuszczenie domu), wywoływanie klęsk głodu i suszy poprzez blokowanie dostaw towarów i wody (w palestyńskim Betlejem ludzie wspominają czas, kiedy przez 40 dni nie było wody), pozbawianie obywatelstwa (większość Palestyńczyków jest bezpaństwowcami), ograniczenia w przemieszczaniu się. Strefę Gazy można z powodzeniem porównać do getta.

DSCF5548

To tylko część zbrodni, które można przypisać Izraelowi w konflikcie z Palestyną. Ale o tym się nie mówi. Niemal każda próba krytyki spotyka się bowiem z oskarżeniami o antysemityzm. Obawiam się, że i na mnie spadną gromy po tym artykule, mimo że w żaden sposób nie krytykuję Żydów, czy Izraelczyków, pośród których mam wielu przyjaciół, a jedynie politykę państwa Izrael. Daleko mi także do wybielania arabskich organizacji terrorystycznych, których działania zasługują na równie wielkie potępienie. Chodzi mi o ludzi.

Ludzie – niezależnie od pochodzenia, religii, koloru skóry, zarówno Żydzi jak i Palestyńczycy – chcą żyć, kochać, marzyć, bawić się i śmiać. Nie strzelać do innych. Z jakiegoś powodu jednak to robią.

Wydaje mi się, że to wpływ ideologii. Zarówno Izrael przyznaje sobie moralne prawo do swoich działań (niektórzy izraelscy ideologowie twierdzą, że w państwie tym, z każdej strony otoczonym Arabami, czują się jak w obozie i mają prawo do obrony przed dybiącymi na nich terrorystami), jak i Palestyna (palestyńskie organizacje terrorystyczne nazywają swoje ataki „odwetami”). Popularność tego typu ideologii nie bierze się jednak znikąd. Traktuje się je jako narzędzie do realizacji własnych celów  – zdobycia władzy, sławy, wpływów czy pieniędzy. W ten sposób jesteśmy wykorzystywani. Jesteśmy, bo podobne procesy, co w Ziemi Świętej, mają miejsce także u nas.

Coś się zmieniło na świecie

Martwię się oglądając telewizję. Martwię się czytając prasę. Martwię się, gdy zaglądam do Internetu i gdy jadąc metrem widzę, jak zachowują się ludzie. Mam bowiem złe przeczucia, że coś niedobrego nadciąga, jakieś ciemne chmury wiszą nad nami.

4

Niemal całe moje życie było czasem, gdy generalne idee były ważne. Często o nich mówiono i stawiano sobie za cel ich urzeczywistnianie. Już od samego początku, gdy upadł mur berliński, a wraz z nim Związek Radziecki, słyszałem o wolności i solidarności. Później dowiadywałem się, jak ważne są prawa socjalne, prawa do godnego życia, a wraz z pracami nad przystąpieniem do NATO i UE – bezpieczeństwo, transparentność, równość obywateli, walka z korupcją, wysokie standardy działania państwa. Mówiono też dużo o jedności, wspólnej Europie, o tolerancji i szacunku dla różności, prawach człowieka, otwartości, wzajemnym wsparciu. To było budujące. Miałem wrażenie, że świat zmierza w dobrym kierunku. Miałem wrażenie, że choć nie wszystko wychodzi, przynajmniej staramy się jako ludzkość być nieco lepsi.

Odnoszę wrażenie, że to jest już historią. Narracja się zmieniła. Nikt dzisiaj nie mówi o jedności. Wielka Brytania występuje z Unii Europejskiej, a media straszą, że Grecja, Portugalia, Włochy, Węgry, czy też Polska pójdą w jej ślady. Wołanie o poszanowanie praw człowieka przestało być słyszalne. Zamiast tego Amerykanie budują mur na granicy, a Europejczycy coraz bardziej zamykają zamykają się na pomoc tym, którzy uciekają przed biedą, wojną i prześladowaniami. Teraz w modzie jest krzyczeć „to my jesteśmy najważniejsi”, a tendencje nacjonalistyczne kwitną. Od kilku lat towarzyszy temu również wzrost nakładów na zbrojenia, zarówno w USA, Rosji, jak i Europie.

Coś się zmieniło w nas

DSCF5537-3

Martwią mnie też zachowania ludzi, których spotykam na co dzień. W zatłoczonym wagonie metra, w godzinach szczytu, nikt nie rozmawia ze sobą. Większość osób ma założone słuchawki, albo wgapia się w ekrany swoich smartfonów. Przestałem lubić komunikację miejską. To prawdziwe studium, jak  znajdując się w tłumie ignorować drugiego człowieka, udawać, że nie istnieje.

Gdy wychodzę na powierzchnię dostrzegam nielicznych przechodniów. Nie czuję się pewnie, widząc że są ubrani w czarne maski. Pewnie od smogu, ale i tak skręcam, żeby ich nie mijać. Poziom degradacji środowiska coraz bardziej utrudnia prowadzenie normalnego życia.

Po ulicy pędzą samochody z przyciemnionymi szybami, których właściciele zamykają się w osiedlach, będących szczelnie pilnie strzeżonymi enklawami, do których nikt postronny nie ma wstępu. To kolejny rok, w którym bogaci pomnożyli swój majątek, a biedni stali się jeszcze biedniejsi. Przypominam sobie, że w radiu podawali, że ośmiu najbogatszych ludzi na świecie – sami faceci – ma tyle, co 3,6 miliarda najbiedniejszych.

Jesteśmy coraz dalej siebie, coraz bardziej obcy, coraz mniej potrafimy żyć razem, coraz słabiej rozumiemy się wzajemnie, a empatia i współczucie są coraz rzadsze. W najlepszym przypadku ignorujemy się wzajemnie, co przekłada się na poczucie wyalienowania, samotności, stany depresyjne. W gorszym, wzajemne niezrozumienie prowadzi do lęku, a ten, często, do przemocy.

Dobrzy ludzie potrzebni od zaraz

Być może trochę wyolbrzymiam sytuację, być może nie jest aż tak źle. Może to tylko przez moje niewielkie doświadczenie, wszak nie przeżyłem jeszcze zbyt wiele, wciąż jestem bardzo młody. W jakiś sposób czuję jednak, że stoimy u progu, że to jeden z ostatnich momentów, w których można powstrzymać to całe szaleństwo, zanim będzie za późno, zanim wydarzy się coś, czego nie będzie dało się już odwrócić. Pilnie rozglądam się za kimś, kto mógłby położyć temu kres. Za dobrymi ludźmi, wierzącymi we wspólny, wyższy cel. Przecież jest ich tak wielu, zarówno w Izraelu, Palestynie, jak i tu, w Polsce. Jak ich obudzić? Jak zachęcić do działania, do wzięcia spraw w swoje ręce? Jaka w tym wszystkim jest moja rola? I po której stronie staniesz Ty?

 

Jedna odpowiedz

  1. Bardzo trafny tekst. Dobra jest niestety coraz mniej …

Zostaw Komentarz